Jedzenie

Jedzenie

Kultura i klimat – te dwa czynniki mają ogromny wpływ na to, co się je w danym kraju. Jak ogromny? Powiem tak – nie byłam w stanie przygotować i zaprezentować żadnej typowo polskiej potrawy, bo albo potrzebne składniki są niemożliwe do zdobycia, albo kosmicznie drogie (przykład: 100ml najtańszej oliwy z oliwek kosztuje 25 zł).

Sera w Chinach nie ma. A raczej istnieje tylko i wyłącznie pod postacią smalcu świńskiego z domieszką przetworzonego serka topionego (i kosztującego przez swoją rzekomą „serowość” tyle co markowe spodnie).
Mleko? Importowane polskie Uchate albo inne zagraniczne marki, oferujące produkt nie zawierający laktozy. Jogurt tylko słodko-kwaśny o smaku owoców. Chociaż w konsystencji przypomina mi raczej mleko.  A w smaku… sos sojowy. Przyznam, że sosy w Chinach to ciekawa sprawa, bo produkuje się tu ich z milion rodzajów.

Warzywa i owoce. W skrócie: to, czego u nas jest dużo, tego u nich mało lub brak. Z kolei to, co u nas jest uznawane za rarytas dla bogatych, u nich sprzedaje się za grosze na ulicy. Jasnofioletowe kabaczki, zielona fasola metrowej długości, jakieś suszone korzenie i badyle, które oni gotują we wrzątku i dodają do swoich „owsianek” (haha, o owsiankach zamierzam napisać cały artykuł. Bo z naszymi śniadaniowymi owsiankami wspólną mają tylko nazwę). Grzybki wszelkich kolorów i kształtów.

Na ulicy można kupić szaszłyki ze wszystkiego – od tofu o smaku mango zaczynając, na ośmiornicy kończąc. Oprócz tego wiele przydrożnych stoisk sprzedaje pierożki we wszystkich możliwych smakach oraz dziwne smakołyki typu marynowane główki czosnku, marynowane kurze jajka czy smażone świńskie ryje,

W supermarketach nie znajdziemy czekolady (chyba że jakąś wybitnie drogą i niedobrą), ale za to trudno będzie nam przeoczyć niezliczone rodzaje galaretek. Galaretki do picia, galaretki-budynie, galaretki z galaretkami zatopionymi w środku, galaretki w wersji kieszonkowej, galaretki z owocami, jajkami …

Na wagę można kupić suszone cytryny i pomarańcze, które po zalaniu wrzątkiem uznaje się za lemoniadkę. Tak, w ponad trzydziestostopniowym upale Chińczycy piją sobie gorące lemoniadki. Oczywiście, wielu z nich wzbogaca je suszonymi kwiatami, które też można nabyć na wagę w dowolnym supermarkecie. Najczęściej kupowane są przez nich pączki róży, bo podobno upiększają. Nie wiadomo jak, ale upiększają.

Zdziwiło mnie też, że tak jak w naszej polskiej Wieliczce można kupić grudy soli na wagę, tak w Chinach nikogo nie dziwią wielkie bryły cukru. No, może nikogo poza mną, bo jak tylko je zobaczyłam, zafundowałam im całą sesję zdjęciową.

Poniżej prezentuję galerię opisywanych przeze mnie produktów.

IMG_20170718_105337392IMG_20170720_200713IMG_20170720_200728IMG_20170720_201059IMG_20170729_194159IMG_20170725_192206IMG_20170725_191820IMG_20170725_135046IMG_20170718_191338403IMG_20170720_201935

1 komentarz

  1. Seeker · 8 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Wow, co za dziwactwa!! :D Oczywiście dziwactwa dla nas, dla nich to normalka i codzienność :)
    Nie przestawaj pisać, proszę. Ile jeszcze czasu będziesz w Chinach?
    A ja się całe życie zastanawiam, dlaczego Chińczycy są tacy szczupli- tam nie ma czekolady i sera! Haha

Zostaw odpowiedź